Bimbrownicy 5:3 MKS Piaseczno (F)
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gości. Już w 1. minucie po niefrasobliwej grze Bimbrowników we własnym polu karnym piłkę do siatki skierował Artur Antecki, dając Piasecznu szybkie prowadzenie. Przez kolejne fragmenty to właśnie goście byli stroną aktywniejszą, budując przewagę i szukając kolejnych trafień.
Bimbrownicy przetrwali napór i zaczęli odpowiadać. Po jednej z kontr piłka zatrzymała się na spojeniu bramki, a chwilę później w 17. minucie Konrad Płatek doprowadził do wyrównania pięknym strzałem z rzutu wolnego – 1:1.
Gospodarze poszli za ciosem. W 21. minucie najpierw Rafał Grabiński wyprowadził zespół na prowadzenie po składnej akcji, a chwilę później Bimbrownicy ustabilizowali grę, przejmując kontrolę nad spotkaniem.
Po przerwie tempo nieco spadło – obie drużyny długo badały się w środkowej części boiska. Przełamanie przyszło w 33. minucie, kiedy Marcin Chmielewski wykorzystał błąd Piaseczna i podwyższył na 3:1.
Końcówka meczu przyniosła jednak kolejne emocje. W 37. minucie kontaktowego gola zdobył Kamil Burchacki, a w 41. minucie do siatki trafił Krzysztof Kosiorek, zmniejszając straty do 4:3 i przywracając nadzieje Piasecznu.
Bimbrownicy odpowiedzieli jednak w kluczowym momencie. W 40. minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Michał Kowalski, dając swojej drużynie oddech. Gdy Piaseczno ruszyło do ataku w końcówce, gospodarze wykorzystali przestrzeń i w 48. minucie przypieczętowali zwycięstwo kolejnym trafieniem Michała Kowalskiego na 5:3.
Mecz pełen zwrotów akcji – od szybkiego prowadzenia Piaseczna, przez kontrolę Bimbrowników, aż po nerwową końcówkę i decydującą kontrę.
CPN United Castilla 8:3 Lamparty Lesznowola
Spotkanie miało nietypowy przebieg, bo przez długi czas to Lamparty narzucały warunki gry. CPN w pierwszej połowie było cofnięte i skupione na defensywie, dodatkowo po kontuzji bramkarza między słupkami stanął zawodnik z pola. Mimo przewagi, Lamparty nie potrafiły jej udokumentować – najlepsza, stuprocentowa sytuacja nie została wykorzystana.
I to się szybko zemściło. Po jednej z kontr CPN objęło prowadzenie 1:0, odwracając obraz spotkania. Chwilę później było blisko podwyższenia – po indywidualnej akcji zawodnika CPN piłka zatrzymała się na słupku.
Kolejne minuty to już rosnąca przewaga CPN. Po zamieszaniu w polu karnym i błędzie bramkarza Lampartów piłka wpadła do siatki, a chwilę później Kamil Zwardoń podwyższył na 2:0 z rzutu karnego. Po tym fragmencie CPN złapało rytm i zaczęło kontrolować mecz, budując prowadzenie aż do 4:0.
Lamparty odpowiedziały w 24. minucie, gdy Kacper Serwinek zdobył bramkę na 4:1 i dał sygnał do walki. Jednak CPN szybko ostudziło te nadzieje – mocne uderzenie i było już 5:1.
Druga część meczu to już wyraźna dominacja CPN. Mimo że Lamparty wykorzystały błąd bramkarza i zmniejszyły straty na 5:2, gospodarze kontrolowali przebieg spotkania, tworząc kolejne sytuacje i systematycznie powiększając przewagę – aż do 7:2.
Końcówka to już pełna kontrola i pewność w grze CPN, które zamknęło mecz wynikiem 8:3, momentami „bawiąc się” na boisku.
Mecz, który zaczynał się od przewagi Lampartów, ostatecznie pokazał skuteczność i konsekwencję CPN – szczególnie w kontrataku i wykorzystaniu błędów rywala.
Piaseczno/Błysk 10:1 Literpool
Początek spotkania był dość wyrównany – obie drużyny przez pierwsze minuty badały się nawzajem, a klarownych sytuacji brakowało po obu stronach. Ten stan nie trwał jednak długo.
Już w 8. minucie Piaseczno/Błysk otworzyło wynik po składnej akcji – Mykola Roshior wykończył akcję i było 1:0. Chwilę później, w niemal bliźniaczej sytuacji, wynik podwyższył Roman Linetskiy (9’).
Napór nie ustawał. W 10. minucie po dynamicznej akcji i dobitce wolejem padła bramka na 3:0 (Ramzi Harrabi), a kolejne trafienie przyszło szybko – Roman Linetskiy (12’) podwyższył na 4:0. W tym momencie mecz wyraźnie przeszedł pod kontrolę Piaseczna, które dzięki szerokiej ławce mogło utrzymywać wysokie tempo i rotację.
W międzyczasie warto odnotować dobrą interwencję bramkarza Piaseczna, który nie pozwolił Literpoolowi złapać kontaktu z meczem.
Druga część to już pełna dominacja. W 23. minucie trafił Vladyslav Hlazkov, a kolejne minuty przyniosły dalsze bramki – m.in. Roman Linetskiy (37’) oraz Mykola Roshior (38’, 40’, 49’). Dołożył się także Viktor Syvukha (39’) i wynik urósł aż do 10:0.
Literpool odpowiedział dopiero w końcówce – w 46. minucie Filip Kawczyński zdobył honorową bramkę po ładnym uderzeniu z rzutu wolnego, ustalając wynik meczu na 10:1.
Spotkanie, które zaczęło się spokojnie, szybko zamieniło się w jednostronne widowisko. Piaseczno/Błysk potwierdziło swoją siłę ofensywną i szerokość składu, dominując przeciwnika praktycznie w każdym aspekcie gry.
LaLaga 4:4 Lakoksy Old Boys
Jedno z najbardziej wyrównanych i emocjonujących spotkań tej kolejki. Od pierwszych minut było widać, że żadna z drużyn nie zamierza odpuścić, a tempo meczu szybko rosło.
Już na początku bramkarz LaLagi musiał wykazać się refleksem – po świetnej interwencji piłka zatrzymała się jeszcze na słupku, ratując zespół przed stratą gola. Chwilę później Lakoksy dopięły swego. W 19. minucie Łukasz Kowalskipopisał się precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego i było 0:1.
Ten sam zawodnik chwilę później ponownie wpisał się na listę strzelców – po zagraniu ręką sędzia wskazał na wapno, a Lakoksy pewnie wykorzystały rzut karny, podwyższając prowadzenie na 0:2.
LaLaga odpowiedziała w idealnym momencie – tuż przed przerwą zdobyła kontaktową bramkę, co wyraźnie zmieniło obraz spotkania po zmianie stron.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia LaLagi. Jeden z zawodników popisał się kapitalnym strzałem z dystansu – piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki, dając wyrównanie na 2:2.
To był moment przełomowy. LaLaga poszła za ciosem i po kolejnej składnej akcji wyszła na prowadzenie 3:2. Lakoksy jednak nie zamierzały się poddać – szybko odpowiedziały, doprowadzając do stanu 3:3.
W końcówce meczu oglądaliśmy prawdziwą wymianę ciosów. Padły kolejne bramki i wynik zatrzymał się na 4:4, co najlepiej oddaje charakter tego spotkania.
Ostatnie minuty to popis bramkarza LaLagi, który najpierw zaliczył podwójną interwencję po groźnym strzale, a chwilę później sparował potężne uderzenie z dystansu na poprzeczkę – piłka zmierzała w samo okienko.
Mecz zakończył się remisem, ale był to jeden z tych pojedynków, które pokazują, czym jest Lesznowolska Liga 6-stek – intensywnością, walką do końca i dużą jakością po obu stronach.








